Piękna pogoda, 20 stopni Celsjusza. Nie mogliśmy tylko siedzieć w hotelu. Wybór celu wycieczki był prosty i oczywisty. Nasza ukochana Lanckorona.
Tym razem zaparkowaliśmy w pobliżu kościoła św. Jana Chrzciciela. Stamtąd mieliśmy jakieś 550 metrów piechotą do zamku, który leży jakieś 50 metrów wyżej niż kościół.
Trasa jest łatwa i przyjemna. Nie nadaje się jednak dla wózków, zwłaszcza spacerówek o małych kółeczkach. Łatwiej wnieść maluszka na rękach lub w nosidle czy chuście. Jerzo maszerował głównie sam.
Ruiny zamku są bardzo malownicze. Nie puszczajcie tam maluchów samopas, bo sporo tam przepaści (zarośniętych pokrzywami), niezabezpieczonych kładek i innych niebezpieczeństw. Dla Janka i Julka - żaden problem. Cudne miejsce na odpoczynek, wyciszenie, ale też zabawę.
Po wędrówce zasłużyliśmy na ciepły posiłek. Nogi same zaprowadziły nas do Arki Cafe na genialne pierogi. I deser też. No i kawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz