Jak po ogień, ale z misją.
Pojechał tylko Janek. Jerza nie chcieliśmy brać na taką wyprawę, a Julek wolał zostać z tatą w domu.
Najpierw odwiedziliśmy prababcię chłopców, a potem z babcią Daną pojechaliśmy posprzątać i umyć groby.
Po ciężkiej pracy zasłużyliśmy na obiad. Padło na "Klimat". Bardzo przyjemne miejsce. Z miłą obsługą, smacznym jedzeniem i umiarkowanymi cenami. Do tego ładny wystrój ze zdjciami starego Bytomia.
Musiałam Jankowi pokazać chociaż kawałeczek centrum. Fotka z lwem zaliczona.
I lody "U Fiołków". Bardzo smaczne, ale w "Odpocznij człowieku" w Bielsku-Białej ciągle najlepsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz