Poranek upłynął pod znakiem przygotowań do wycieczki. Chcieliśmy z niej wrócić na obiad. Ale żeby wrócić na obiad, trzeba mieć obiad, więc mama gotowała pomidorówkę, a nawet dwie, bo dla Julka ze świeżych pomidorów (do tego kluski i śmietana), a dla Jerzyka z "nieświeżych" (do tego ryż)*. W tym czasie Janek i Julek czytali mamie swoje książki.
Jeszcze lekcje i długo wyczekiwana wycieczka.
Do centrum. Do miasta. Mama musiała oddać książkę do Książnicy Beskidzkiej. A że stamtąd rzut beretem do Rynku i Zamku Sułkowskich, zrobiliśmy sobie spacer.
Książnica - Rynek - Schodowa - wzdłuż murów zamkowych - plac Chrobrego - nowy mural przy Mickiewicza - Słowackiego, gdzie zaparkowany nasz samochód
Mural świeżutki. Odsłonięty 10 dni temu z okazji Święta Drzewa. Jeszcze na chodniku są ślady farby. Ale to mural niezwykły, bo wykonany farbami pochłaniającymi zanieczyszczenia z powietrza. A jego powierzchnia to 100 metrów kwadratowych. Przez następnych 10 lat będzie filtrował powietrze porównywalnie do lasu o takiej powierzchni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz