wtorek, 20 lutego 2018

Jerzo & bidon

Załapał od razu!
Chłopcom zajęło to trochę czasu. Wypróbowywaliśmy różne bidony i kubki dla dzieci, le widocznie po prostu nie byli gotowi. Potem i tak wszyscy skończyli na niekapiących bidonach ze słomką Philips Avent. 
A Jerzo od razu wiedział, jak się z niego pije.
Do trzech razy sztuka.


niedziela, 18 lutego 2018

Wąsy dla Złotka

- Złotko, dziś przychodzę do ciebie z wąsami.





Jupi! Impreza urodzinowa!

   Odkąd był tam pierwszy raz na imprezie, Julek wymarzył sobie urodziny dla kolegów w sali zabaw Jupijupijaj. O termin wcale nie jest tam łatwo. (Zastanawiam się, czy już Jerzowi nie zaklepać.) Najpierw mnie to śmieszyło i uznałam za przesadę, ale po naszej imprezie przestałam się dziwić. 
   Udało nam się zarezerwować na 18. lutego, a że to tydzień przed urodzinami jednego z przyjaciół Julka, Stasia, Staś do nas dołączył i były podwójne urodziny.
    Chłopcy najpierw spotkali się na wspólnym przygotowywaniu zaproszeń dla gości: Igorka, Adasia, Zuzi G., Zuzi A., Laury oraz Leonka i Pawełka z Zuzią. Janek i Jerzo byli oczywiście jako gospodarze przyjęcia.
   Sala jest fajna. Nie za duża, nie za mała. Idealna dla starszych przedszkolaków. Basen z kulkami, trampoliny, karuzela, ciekawa konstrukcja z kilkoma zjeżdżalniami. Jest też wydzielony teren dla maluszków (raczej takich chodzących, chociaż raczkujące skorzystają przynajmniej z maty). W sali jest jasno i sprawia wrażenie czystej, a sprzęty są zadbane i niezniszczone. Jest sporo (sympatycznej!) obsługi, która pilnuje tego, co się dzieje w sali, prowadzi animacje, ogarnia urodziny, malowanie buziek i podaje kawę.




   Część dla rodziców to wygodne kanapy - siedziska trochę jak z amerykańskiego baru. Wszystko z widokiem na część sali i monitory, na których widać obraz z całej sali na żywo. Cały czas możemy widzieć, co robią nasze dzieciaki.
    Jest jeszcze scena, gdzie odbywają się animacje, spotkania z postaciami z bajek czy maskotką sali, Jupisiem. Z nieznanych mi przyczyn to ostatnie to hit imprezy.
   Są też salki urodzinowe. Wymalowane w postaci z bajek, ze stołami na przyjęcia. W jednej z takich salek był przygotowany dla nas stół z owcami, napojami, no i tam dzieciaki zjadły tort.







   Wszyscy bawili się świetnie. Gdy zbierali się goście, przez pierwsze 30 minut, dzieci bawiły się same. Potem zaczęły się animacje o tematyce pirackiej. Panie zebrały dzieci (same, nie angażowały rodziców do naganiania trzody), zrobiły krótkie wprowadzenie, pogadały z dzieciakami i przeprowadziły kilka zabaw. W całej sali, więc nie było nudno. 



















 

Potem był tort (z Gwiezdnymi Wojnami) i "Sto lat". 



No i w końcu wizyta Jupisia, który wręczył jubilatom wejściówki do Jupijupijaj. 



   Na końcu dwie pani malowały gościom i jubilatom buzie. Były dwie, więc szło to sprawnie. 





    Pozostałe dzieci w tym czasie bawiły się, jadły, piły.
    Rodzice mieli święty spokój. Pili kawkę i jedli ciacho.
    Impreza była od 10:00 rano, więc po powrocie do domu spokojnie mieliśmy czas na prezenty. I tak chłopcy obejrzeli już pierwszą część "Gwiezdnych Wojen", wypróbowali sprytną plastelinę na wszystkie sposoby, wybudowali z LEGO pojazdy Iron Mena i Thanosa, wysłuchali 3 rozdziałów "Braciszka i Karlssona z Dachu" czytanych przez Edytę Jungowką oraz dwóch rozdziałów "BFG" czytanych przeze mnie.

piątek, 16 lutego 2018

Złoty Groń. Basen.



   Od tego sezonu w hotelu Złoty Groń działa basen. Niewielki, kameralny, zadbany. Temperatura powietrza przekracza 30 stopni, woda ma nieco mniej. Jest ciepło i przyjemnie. Zejście do basenu jest łagodne i bezpieczne, bo po schodkach, a to kolejny plus. 






   Oprócz basenu jest też brodzik ze zjeżdżalnią, ale on jakoś nie zachwycił chłopców. Jest w nim też chłodniejsza nieco woda. 








   Brzeg wyłożony jest deskami. Wygląda to bardzo ładnie, ale na mokrych dla bosej stopy może być ślisko. Fajnym pomysłem jest też fragment basenu wykonany z szyby - można sprawdzić, jak czują się rybki w akwarium.








   Przy basenie znajdziecie też trochę zabawek, m.in. piłki, koła do pływania dla maluszków (Jerzo chętnie sobie podryfował w jednym z nich) itp. Są także wygodne leżaki, ale z tych ze zrozumiałych względów nie skorzystaliśmy.





   Na miejscu są też szafki - te dla gości hotelowych ze szlafrokami i ręcznikami, no i oczywiście toalety i prysznice. 
    Całość jest niewielka, ale i sam hotel nie jest przecież największy. Co nas zadziwiło, to to, że niezależnie od pory, byliśmy na basenie (prawie) sami. Nam to wcale nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie.


   No i ten widok! Co prawda część przysłaniały nam kopara i ogrodzony teren tajemniczej budowy (czyżby odkryty basen?), ale i tak przyjemnie było popływać w ciepłej wodzie, patrząc na białe góry i padający śnieg.