niedziela, 29 grudnia 2013

Dwie miski + dwie łyżki + dwóch chłopców

Za oknem 10 stopni (na plusie), ale wichura nie pozwala wyjść na spacer. Zabawki nowe i mniej nowe wybawione, układanki ułożone po sto razy, książeczki wyczytane, autka wyjeżdżone, a z klocków zbudowaliśmy wszystko, co się da. Deszczu nie ma, a dzieci się nudzą. Babci się przypomniało, że gdy byłam mała, uwiebiałam tłuc w garnki i pokrywki (zawsze kochałam muzykę). No to chłopcy dostali po łyżce i po misce. Dobrze, że nie mieszkamy w bloku.

video

czwartek, 26 grudnia 2013

niedziela, 22 grudnia 2013

Choinka

Choinka ubrana!
W kalendarzu adwentowym Janek znalazł dwa aniołki choinkowe - jeden dla niego, drugi dla Julka. Choinkę Janek kupił z tatą już wczoraj, ale aklimatyzowała się w garażu.
Janek dzielnie pomagał przy ubieraniu drzewka. Juju zdecydowanie chętniej ściąga zabawki. Na szczęście jeszcze żadnej nie zjadł. Jak dobrze pójdzie, choinka dotrwa do Wigilii.






sobota, 21 grudnia 2013

Świąteczne wypieki

Dzisiaj w kalendarzu adwentowym na Janka czekały foremka do wykrawania ciasteczek (plastikowa, żeby sobie łap nie pokaleczył i mógł ją wykorzystać do zabawy z ciastoliną) oraz przepis na pierniczki. Pierniczki piekliśmy wspólnie. To idealny przepis do wykorzystania z maluchem. Ciasto robi się szybko i jest go niedużo. Tak w sam raz, żeby dzieciak się nie znudził, a jak się jednak znudzi, to można resztę ciasta przechować w lodówce i dokończyć pierniczki pod osłoną nocy. Wtedy się robi jeszcze szybciej.



A wczoraj dekorowaliśmy piernik staropolski, na który ciasto przygotowywaliśmy jakieś 5-6 tygodni temu. Przed dekoracją odbyła się degustacja - no w końcu nie ma sensu dekorowanie niesprawdzonego produktu.




niedziela, 15 grudnia 2013

Życzenia świąteczne

Dziś w kalendarzu adwentowym Janek znalazł znaczki pocztowe. Trochę się zdziwił i nie wiedział za bardzo, czy się śmiać czy płakać. Szybko się ucieszył, bo od razu dowiedział się, że będziemy naklejać (co uwielbia) znaczki, nalepki "priorytet" oraz świąteczne motywy na koperty. Natychmiast dostał też własną kartkę świąteczną - rozkładana, wycinana kartka przestrzenna w prawdziwej kopercie.
- To taki mój baldzo wazny liśt.
Ubzdrzył tę kartkę dodatkowymi naklejkami, na kopercie nakleił "priorytet" i miał dużo radochy. Poza tym rzeczywiście naklejał na koperty do wysłania nalepki świąteczne i "priorytety". O każdą pytał, dla kogo jest, i wybierał naklejkę.
Potem mieliśmy długi spacer na pocztę, żeby wrzucić listy do skrzynki.
Czyli same plusy: trochę ZPT, trochę wspominania rodziny i przyjaciół, trochę rozmawiania o Świętach, trochę W-Fu.
Kartki przygotowałam dzień wcześniej. Wypisałam, zaadresowałam, żeby dziś tym nie zanudzić Janka. A kartki, które od nas dostanie Grupa Wybrańców, też są dość niezwykłe. Ale o tym później, bo niektórzy z nich mają dostęp do Internetu, a niespodzianki psuć nie zamierzam.


piątek, 13 grudnia 2013

Bułeczki Świętej Łucji

13. grudnia obchodzony jest w Szwecji bardzo uroczyście. To dość ciekawe, bo przecież Szwecja jest protestancka. Tradycja obchodzenia Dnia Świętej Łucji sięga aż do czasów reformacji. Zakazano wtedy kultu świętych. Kraje germańskie "zastąpiły" dzieciom Świętego Mikołaja Dzieciątkiem (Christkind). Christkind to dziewczynka w bieli z wiankiem ze świec na głowie. Przynosi prezenty w Boże Narodzenie. Podczas gdy w Niemczech i Austrii ten zwyczaj przetrwał do dziś, w Szwecji się jakoś nie przyjął i "przeskoczył" na 13. grudnia.
Tego dnia rankiem najstarsza córka budzi rodziców w białej sukience i wianku (dla zachowania zasad BHP stosowane są też wianki z żaróweczkami) i serwuje im Lussekatter. Rodzice piją do nich grzańca (glogga), a dzieci najczęściej gorącą czekoladę.
A u nas ani córki, ani wianka, ale za to upiekliśmy bułeczki.
Zaczęło się od tego, że Janek w kalendarzu adwentowym znalazł przepis na bułeczki. Był nieco rozczarowany początkowo - "Tu sią siame napisi!". Jak dowiedział się, że to przepis na bułeczki, które zaraz upieczemy i które "moźna jeść", to odetchnął.
Ciasto przygotowałam wieczorem poprzedniego dnia. W lodówce sobie spokojnie podrosło. Janek dzielnie mi pomagał: jak zwykle dostał swój kawałek ciasta do zabawy (=zjedzenia surowizny), a potem wciskał w bułeczki żurawinę i smarował je jajkiem roztrzepanym z mlekiem.


Bułeczki są naprawdę pyszne, puszyste, żółte od szafranu i pachnące kardamonem. Kilka zamroziliśmy na niedzielny wyjazd na basen.
- Moja jeśt dobla. - powiedział, gdy wcinał swoją upieczoną bułeczkę.
Acha, Lussekatter niektórzy interpretują jako oczy świętej Łucji. Święta wydłubała sobie oczy, co - w dużym skrócie - miało pomóc jej zachować dziewictwo (nie żałuję, że nie mam córki). Tę historię darowałam Jankowi. Grunt, że mieliśmy świetne i smaczne adwentowe zadanie.


Korzystałam z przepisu Doroty.

czwartek, 12 grudnia 2013

Królowie dwaj

Usypianie. Janek w płacz:
- Zapomnieliśmy sioćku malchewkowego!
- No bo my dzisiaj jesteśmy takie dwa Słonie Trąbalskie.
- Nieee... My jesteśmy dwa klóle, nie śłonie!

środa, 11 grudnia 2013

niedziela, 8 grudnia 2013

Przyczyna bólu

W wannie.
- Mamo, boli mnie bziuch. Tak baldzo.
- Janek, a moze chcesz kupkę?
- Nieeeeee... To oźnaciało, zie idziemy opowiadać i spać.

Testujemy fartuszek & co i pieczemy paluchy


Jak w każdą niedzielę po obiedzie mieliśmy jechać na basen - "ten z panem instluktolem". To dla nas niemałe wyzwanie logistyczne - zwłaszcza wycieranie i ubieranie już po zajęciach. Uczestniczą w nich obaj chłopcy razem z nami. Żeby ich na chwilę po przebraniu "uziemić", zabieramy zawsze coś do jedzenia - co daje nam czas na ubranie siebie do końca z poczuciem, że są bezpieczni, a oni sobie ochłoną i jeszcze podeschną, no i coś zjedzą, bo przecież "woda wyciąga". Najczęściej mamy ze sobą jakieś domowe pieczywo. Dzisiaj rano postanowiliśmy z Jankiem upiec paluchy z makiem. Mogliśmy w końcu wypróbować fartuszek, czapę kucharską i rękawicę w warunkach bojowych.



Janek, jak zwykle, ochoczo dosypywał składników, pilnował miksera, a potem obrabiał surowe ciasto. Każda z tych czynności kończyła się podjadaniem surowizny - jak zwykle.


Czapa i fartuszek "zdały relację". Rękawicy wypróbować nie miałam odwagi. "Umunduowanie" zostało nawet już wyprane i dobrze zniosło pranie (program do tkanin telikatnych). Z czystym sumieniem polecam.
Zestaw firmy Ladelle Święty Mikołaj kupił w sklepie I look and cook za 89 zł.

A paluchy? "Doble nam wiśły te paluchi".
Więc też polecamy. (Juju też wcinał.)

sobota, 7 grudnia 2013

Ozdabiamy okna

Dzisiaj w kalendarzu adwentowym Janek znalazł świecącego bałwanka na przyssawkę. Bałwanka dostaliśmy w zeszłym roku przy okazji jakichś zakupów, kawy czy czekolady - nie pamiętam, na bałwanku loga firmowego brak (słaba kampania, swoją drogą).


W każdym razie bałwanek Janka straszliwie ucieszył. Nie tylko świeci, ale też zmienia kolory! No i można go przyczepić do szyby. I ściągać, kiedy się tylko ma ochotę (58 razy dziennie). I łatwo się go włącza.
Bałwanek był tylko zapowiedzią wielkiego ozdabiania okien na Święta. 
Po śniadaniu (zjedzonym razem z bałwankiem) wyciągnęłam kupione w Lidlu naklejki okienne (bombki, bałwanki, aniołki, płatki śniegu) oraz gwiazdkę i choinkę świecące ledowymi światełkami. Te ostatnie po prostu stanęły na parapetach, a my zabraliśmy się za mycie szyb i wreszcie za naklejanie.


Radość Janek miał wielką. Wygląda u nas jak w przedszkolu, ale właściwie zawsze tak wygląda, tylko teraz to przedszkole w odsłonie świątecznej.




Skutki czytania 3

Rozmawiam przez telefon z babcią chłopców. Janek, jak zwykle, wypytuje:
- Mamo, co opowiadaś?
- No własnie mówię babci, że coś chciałam jej opowiedzieć, ale zapomniałam.
- Słoń Tlombalski zapomina, a mamusia nie ziapomina w ogóle psecieś.


piątek, 6 grudnia 2013

Wyczerpujący obiad

Jemy rosół.
- Musię zjeść ziupkę, żieby mieć siły na obiadek.


Wielofunkcyjny pompon

Zakładam Jankowi mikołajkową czapkę:
- Zobacz, tu masz pompon.
- Do pompowania?


Był Mikołaj




Zjadł pierniczki. Zostawił tylko okruszki. No i oczywiście prezenty.
Przydała się też paskudna pogoda. W nocy grzmot obudził chłopców. Rano doszliśmy wspólnie do wniosku, że "myśleliśmy, zie to burzia, a to Mikołaj. No! Na naszym dachu."
Mina Janka, gdy obaczył prezenty i talerzyk z okruszkami - bezcenna.
Julek miał to wszystko oczywiście w głębokim poważaniu, ale też dostał prezenty. W końcu był grzeczny.



Jednym z prezentów, jakie dostał Janek, był zestaw kuchenny firmy Ladelle: fartuszek, czapka kucharska i rękawica kuchenna. Janek jadł w nim nawet śniadanie. Z trudem udało się go przekonać, że owsiankę wygodniej jeść bez rękawicy na rączce. Do końca dnia nie wyszedł z fartuszka. Jak się zestaw sprawdzi na placu boju, dam na pewno znać.

 



Herve Tullet

"Prince of preschool books". A moim zdaniem, król.

Zaczęliśmy od "Naciśnij mnie". Szczerze mówiąc, nie byłam pewna, czy Janek się wkręci w naciskanie i pocieranie wydrukowanych kropek, w potrząsanie i obracanie książką. Nie tylko się wkręcił, ale też to pokochał. Był czas, że przerabialiśmy książkę "o klopkach" kilka razy dziennie.




A potem tata kupił Jankowi "Książkę z dziurą". Książka jest jednocześnie kolorowanką, co jest dodatkową atrakcją. Chociaż teraz częściej wygląda to tak, że Janek zaczyna kolorować, a ja mam kończyć. Do niektórych obrazków/zadań Janek musi dorosnąć. Jednak większość jest dla niego w sam raz. Świetnie się bawi, opowiadając, co kotek ogląda w "teleziziorze" albo robiąc słoniowi trąbę czy ludzikowi język. Nawet nie narzekał, że w książce nie ma nalepek - to ogromny sukces autora!



Mikołaj przyniósł Jankowi moją póki co ulubioną książkę Tulleta - "Turlututu. A kuku, to ja!" Jest trochę podobna do "Naciśnij mnie" - też trzeba naciskać, potrząsać, dmuchać, a nawet wypowiadać magiczne zaklęcia i śpiewać. "Turlututu" jest bardziej kolorowa. Składa się z krótkiech historyjek/zadań/przygód Turlututu. To sprawia, że jest bardziej dynamiczna. Janek po pierwszym dniu ma już swoje ulubione, do których chętnie wraca i o których opowiada.




Z dobrych źródeł wiem, że pod choinką chłopcy znajdą kolejne książki Tulleta. Spodziewajcie się więc kolejnej notki.

Książki Tulleta wydane przez Babarybę oraz wydania brytyjskie możecie kupić bezpośrednio w wydawnictwie Babaryba.

"Naciśnij mnie" wyd. Babaryba
"Książka z dziurą" wyd. Egmont 2013
"Turlututu. A kuku, to ja!" wyd. Babaryba 2012

czwartek, 5 grudnia 2013

Czekamy na Mikołaja

To pierwsze tak świadome mikołajki Janka. Dlatego wszystko musiało być dobrze przygotowane.
Zaczęliśmy od ciasteczek dla Mikołaja. No bo przecież cała noc chłopina jest w podróży, a na dworze zimno, ciemno i wichura, że łeb urywa. 
Upiekliśmy pierniczki Lebkuchen według przepisu Doroty. Janek był bardzo zaangażowany we wszystkie etapy przygotowania ciasteczek. Dosypywał składniki, robił kuleczki z ciasta, spłaszczał je łyżką i lukrował pierniczki. Wyżerał też surowe ciasto. A po polukrowaniu może 5 pierniczków powiedział, że już gotowe i pochłonął dwa z jeszcze płynnym lukrem.




Dla Mikołaja pozwolił łaskawie odłożyć 4 pierniczki - "Leśta dla nas". "Leśtę" spakowaliśmy więc do puszki i czekają na Święta. Trzymajmy kciuki, że doczekają.
Na Mikołajowe prezenty mamy przygotowane wielgachne skarpety. Uszyła nam je pani krawcowa z materiałów kupionych w sklepie Craftoholic.





środa, 4 grudnia 2013

Umiejętność nabyta

Usypianie. Opowiadam Jankowi, że jak nie miałam dzieci, to marzyłam o takim chłopczyku jak on.
- A potem?
- A potem się urodziłeś i byłeś małym dzidziuśkiem. Mniejszym niż Julek teraz.
- A potem?
- Nuczyłeś się chodzić i mówić. I teraz czytasz z mamą i tatą książeczki, chodzimy na spacery, nalepiamy nalepki. I nauczyłeś się z mamą piec i gotować, i z tatą grać na padzie ...
- I bekać.

wtorek, 3 grudnia 2013

Budyń waniliowy

- Musiu, zlobmy coś piśnego!
- A co byś chciał?
- Budiń!

No to zrobiliśmy. Oczywiście domowy.
Przepis jest dziecinnie prosty. Zawsze wychodzi. Polecamy. Jest "piśny".


Domowy budyń waniliowy

0,5 l mleka
laska wanilii (wystarczy już połowa)
2-3 łyżki cukru
łyżka masła
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 żółtka

Z 0,5 l mleka odlewamy pół szklanki. Pozostałe mleko zagotowujemy z ziarenkami wanilii, cukrem i masłem.
Pół szklanki mleka miksujemy dokładnie z mąką i żółtkami. Wlewamy do gotującego się mleka, energicznie mieszając (lub miksując). Zmniejszamy ogień. Doprowadzamy do wrzenia. Chwilę gotujemy - aż zgęstnieje.
Jemy gorący albo już "wystygniony".
Smacznego!

niedziela, 1 grudnia 2013

Kalendarz adwentowy

To pierwsze Święta Juja. Janka już trzecie, ale pierwsze obchodzone tak świadomie. 
Żeby go świątecznie nakręcić, przygotowałam kalendarz adwentowy. Każdego dnia czeka go niespodzianka: zadanie, książeczka do czytania lub nalepiania albo figurka do szopki. Zadaniem dla Janka będzie dekorowanie okien (mamy oczywiście naklejki na okna), pieczenie pierniczków i ciasteczek, no i wyjazd z tatą po choinkę i ubieranie jej oczywiście. Do odpowiedniej kieszonki kalendarza wkładam co wieczór karteczkę z obrazkiem symbolizującym dane zadanie lub książeczkę. Pozostałe kieszonki są puste. I dobrze, bo już dziś wszystkie kieszonki, które były w zasięgu jego łapek, zostały spenetrowane.
Mam nadzieję, że będzie mu się podobało.
Dziś zaczęliśmy od książeczki, żeby wprowadzić Janka w temat. 
Jutro zaczynamy z szopką.