Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katowice z dziećmi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katowice z dziećmi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 grudnia 2021

Pandemia. Dzień 623.

 W kalendarzu przepis na ciasteczka oraz stempelki. To oznacza tylko jedno: pieczemy ciasteczka dla Świętego Mikołaja!

I przy okazji dla Karola (Janek go wylosował na klasowe mikołajki) i dla pani Marty (klasowo robią prezent dla wychowawczyni).
No i dla nas.


















Janek całkiem wydobrzał. I wynik ma negatywny. 
Za to Julkowi gorzej jednak. W kalendarzu było też zaproszenie do NOSPR na koncert zespołu Janusza Prusinowskiego. A właściwie nie tylko koncert, ale też opowieść o polskich zwyczajach świątecznych, kolędniczych. 
Mieliśmy jechać całą rodziną, ale Julek padł. Został w domu z tatą.
Jerzo i Janek pojechali z mamą.








Obu się bardzo podobało. Mamie też. Nikt się nie nudził. Jerzo śpiewał, klaskał, słuchał z zainteresowaniem. Jankowi najbardziej podobało się przedstawienie, jakie tradycyjnie kolędnicy odgrywali w domach. No i zaintrygowały go nowe dla niego instrumenty takie jak lira korbowa czy fisharmonia.






Po powrocie przygotowaliśmy jeszcze stolik na przybycie Mikołaja i reniferów. Mamy już dwie świece adwentowe!
Ciekawe, czy Mikołaj przyjdzie...




wtorek, 25 maja 2021

Pandemia. Dzień 430.

Jerzyk pojechał do przedszkola, a Janek i Julek, którzy mają wolne z okazji egzaminów ósmoklasistów, odwieźli z mamą babcią Danę do domu.



Wracając, zahaczyli o KAFEJ. Tradycja - rzecz święta.


Tym razem chłopcy zjedli pyszny sernik, popili go najlepszym na świecie kakao (i najpiękniejszym!). Mama zamówiła rewelacyjnego bajgla miesiąca i latte na roślinnym. Chłopcy pozazdrościli i zjedli bajgla z masłem.















Wracając z Górnego Śląska, odebraliśmy Jerzyka z przedszkola. I pojechaliśmy całą rodziną do Urzędu Gminy odebrać dowody osobiste. Trochę to trwało, więc chłopcy z tatą bawili się w arboretum przy urzędzie.





sobota, 22 maja 2021

Pandemia. Dzień 427.

Sobota.
Śniadanie i wyjazd po babcię Danę do Bytomia.
Chłopcy jechali z mamą, więc tradycyjnie (drugi raz!) mieli postój w KAFEJU. Tym razem szarlotka, eklerek i malinowa chmurka. A dla mamy bajgel maja - cudo ze szparagami, truskawkami, jajkiem i pesto z czosnku niedźwiedziego. No i kawa.
Wszystko pyszne.
Właściwie to cieszymy się, że mamy do Kafeju tak daleko. Bankructwo i otyłość nam nie grożą.








Po jedzeniu, gdy mama kończyła kawę, chłopcy biegali po betonie. Zachwyceni. To niezła odmiana dla dzieci łąki i lasu. No i te szyby gmachu banku! 
- Mamo, to lustra, a nie szyby!

Odjechaliśmy w stronę Bytomia z pierwszymi kroplami deszczu.




A w domu obiad z babcią.
Czytanie. Z jeżykiem - urodzinowy prezent zamówiony u Koma Crochet.




A potem spacerek-rowerek. Jerzyk na rowerze, Julek na hulajnodze. Janek - na pianinie - w domu na lekcji pianina.
Ale spokojnie, po lekcji dojechał z tatą.
Cel: amfiteatr - plac zabaw i Lodowa Chatka.
I najlepsze (zdaniem mamy) lody lawendowe. Idealne do affogato!


































W domu: bułeczki prosto z pieca. Jerzyk jadł oczywiście z gomasio.


Poza tym naklejanie, czytanie z babcią Daną.