czwartek, 13 października 2016

Pierwszy raz u stomatologa

  Nie tak do końca po raz pierwszy, bo na przeglądach zębów obaj chłopcy już bywali. Tym razem jednak sprawa była poważniejsza: pozdzierane szkliwo i malutkie ubytki u Janka. Właściwie jechaliśmy głównie po to, żeby zaznajomić się z gabinetem i polakierować ząbki. Wiercenie było pod znakiem zapytania. Nasza stomatolog przyjęła zasadę: "jak będzie sprzyjający klimat, to plombuję".
   Dentystki nie wybraliśmy przypadkowo. To nasza dobra znajoma. Przede wszystkim znana Jankowi. Mama jego przedszkolnego kolegi. Znają się nie tylko ze wspólnych imprez czy przedszkolnej szatni. Pani Anna Beyga była gościem honorowym zajęć przedszkolnych i opowiadała dzieciom o swoim zawodzie. 
    Tak więc jechaliśmy w nowe miejsce - do gabinetu w NSZOZ Ewadent w Żywcu, ale do całkiem znanej dentystki. Janek w ogóle się nie bał. Każdy, kto chociaż raz spotkał Anię Beygę, wie, że nawet nie muszę o tym pisać. Nie można się jej bać. Zawsze pogodna, uśmiechnięta, spokojna, ale energiczna. Z podejściem do dzieciaków. Cudowna.


   Najpierw Janek obejrzał gabinet, wyposażenie. Mógł nawet ponaciskać niektóre guziki! Potem zobaczył swoje zęby na monitorze. Wspólnie znaleźli "robaka" na ząbku. I wspólnie postanowili go wyczyścić. A tu jest taki odkurzacz..., tu jeszcze pszczółka pobzyczy, a teraz bączek... I już. Wybierz sobie kolor "plastelinki".



   I tak z żółtą plombą, założoną bez jednej łzy i na pełnym luzie, oraz górą naklejek dla dzielnego pacjenta wróciliśmy do przedszkola. Na podwieczorek. Bo podwieczorku odpuścić nie można.
    Wracamy za tydzień. Mieliśmy za dwa, ale Janek poprosił, żeby jednak wcześniej. I już się cieszy na naszą wyprawę.
   A ja ciągle nie mogę uwierzyć w ten cud, którego byłam naocznym świadkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz