sobota, 25 kwietnia 2015

Dream Park Ochaby - wyszło jak zwykle

    Rok temu zachwyciliśmy się Dream Parkiem. Odwiedziliśmy go parę razy. Gdy tylko w tym roku zrobiło się ciepło, pojechaliśmy tam znowu. No i się rozczarowaliśmy. Czyżby właściciele osiedli na laurach? A może stracili zapał? Po co się starać, jak i tak wszystkim się podoba? My się na pewno zastanowimy dwa razy, zanim znowu zdecydujemy się tam pojechać i wydać 86 PLN za kiepskiej jakości park rozrywki.
   No lecimy z zarzutami po kolei.

1. Przygotowanie sprzętów
   Poprzedniego dnia przeszła mini wiosenna ulewa. Plastikowe sprzęty na placu zabaw dla maluchów były mokre. Naprawdę tak ciężko przelecieć się ze szmatą i to powycierać? No ale po co? Wytrą dzieciaki własnymi ubrankami. Najbardziej żal mi było "odstrzelonych" dziewczynek. To musi być strasznie przykre, kiedy ukochana tutu robi się mokra przez czyjąś niedbałość.


     Jeden dziecior powyciera, drugi się poślizgnie. Kto by się przejmował? Nie można narzekać. Dzieci do lat trzech mają wejście za darmo, a to głównie one bawią się na tym placu zabaw. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. (To, że rodzice zapłacili po min. 30 PLN to drobiazg.)

2. Czystość
     Popatrzcie na zdjęcia z zeszłego roku. Porównajcie z dzisiejszymi. I co? Trochę brudna żółć na dmuchanej zjeżdżalni, prawda? Może to przez wczorajszy deszcz, a może nie. Ale brud jest. Znowu zabrakło człowieka ze szmatą.




     Toalety nie są w lepszym stanie. Zdjęcie zrobiłam w toalecie damskiej.


3. Dmuchańce
     Dostępne były tylko dwa. Jeden leżał plaskaty. Słabo, prawda? Rozczarowanie Janka, że nie ma dmuchanego statku - bezcenne.

4. Kawiarnia
     Jest. Wygląda ładnie. Piękne stoliki z wygodnymi fotelami na zewnątrz. Obok fajny małpi gaj/sala zabaw (jak zwał tak zwał) dla dzieciaków. Myślisz sobie: opłacało się tu przyjechać, dzieci "w kulkach", a ja się spokojnie napiję kawy, zerkając na ich radosną zabawę. Potem rodzinnie zjemy lody. Genialnie!
   Nu, nu, nu. Kawiarnia zamknięta. Informacji brak. Po prostu: nieczynne, bo zamknięte. A miało być tak pięknie.

5. It me
    Najlepsze zostawiłam na koniec. W zeszłym roku uznaliśmy ten bar za fajną fastfoodową knajpę. Tutaj zasada "po co się starać, dobrą opinię już mamy, a ludzie głodni zeżrą wszystko" działa z wielką mocą. 
     Gdy składaliśmy zamówienie, w barze było pusto. Jedna osoba przed nami. Za barem uwijało się lekko 6 kobiet. A gdzie kucharek sześć ...
      Pani uwijały się jak w ukropie. Zamieszania robiły mnóstwo. Zamówiliśmy m.in. kanapkę z rybą oraz zestawy dla dzieci (oba z kanapkami i wodą). Pani powiedziała, że zamówienie będzie za 15 minut (fast food?). Poszliśmy więc polatać z chłopcami. 
     Po 10 minutach zgłosiłam się po zamówienie. Wyszła do mnie pani z kuchni i powiedziała, że koleżanka nie wiedziała, ale świeżych ryb nie ma. Słabo, pomyślałam, zamieniliśmy na "Pork me" z wieprzowym hamburgerem i bekonem. 
      Po kolejnych 10 minutach coś drgnęło. Pani zaczęła pakować nasze zamówienie. Do torebek na zestawy dziecięce, trzymając paragon w ręku, wkładała nuggetsy i napoje Kubuś. Zareagowałam. Pomogłam też przy pozostałej części zamówienia.
     Usiedliśmy, żeby zjeść. To był dramat. Hamburgery to kanapki z miniaturowym, spalonym,  skurczonym, cieniuteńkim, mniejszym niż bułka kotletem. Bekon w "Pork me" to kawałek boczku, który ledwo dotknął grilla (dwa paski o tym świadczyły), był zimny i na pewno nie chrupiący. Ser w "Cheese me" to zimny plaster żółtego sera włożony do kanapki. Ciepło mini kotlecika nie było w stanie go roztopić. "Cheek me" to bułka z cieniuteńkim kawałkiem kurczaka w mega grubej panierce. Dramat. 
       Zabawki w zestawach dziecięcych to totalna tandeta. Mam nadzieję, że mają jakikolwiek atest.
      Kanapkę "Pork me" oddaliśmy od razu po odpakowaniu z odpowiednim komentarzem. Pieniędzy nikt nam nie zwrócił. Przeprosin też nie było.

No i tyle. Aż tyle.
A szkoda.
Na szczęście Dream Park to nie jedyne miejsce dla dzieci w okolicy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz